Wakacyjny wypad za granicę (atmosfery)

Wakacyjny wypad za granicę (atmosfery)Co tak naprawdę gna turystę w kosmos? Żądza przygód, potrzeba ekstremalnych doznań czy pragnienie estetycznych przeżyć? A może chodzi o rozgłos i swoje pięć minut w historii?

W jednej z ankiet przeprowadzonych na początku lat 90. aż 70% zapytanych o chęć spędzenia wakacji w kosmosie wypowiedziało się entuzjastycznie. Aby znaleźć się w kosmosie, połowa respondentów chętnie poświęciłaby trzy miesięczne pensje. Z kolei większość czytelników japońskiego magazynu „New Type" wskazała lot w kosmos jako ostatnie, co chciałaby zrobić przed śmiercią (z uwagi na wciąż dużą zawodność rakiet, rzeczywiście mogłaby to być rzecz ostatnia).

Wakacyjny wypad za granicę (atmosfery)

Zainteresowanie rynku nie mogło pozostać bez odpowiedzi. Jak z rękawa posypały się projekty komercyjnych lotów w kosmos, poczynając od wycieczki na Międzynarodową Stację Kosmiczną (ISS), a kończąc na... igrzyskach olimpijskich w warunkach nieważkości. Rosyjski Sojuz, wciąż jeszcze monopolista na rynku, zabrał w podróż już pięciu „kosmoturystów". Oferta nie była skierowana do zwykłych ludzi - cena biletu na jeden lot wynosiła 20-25 mln dolarów. Mimo to organizująca loty rosyjska agencja kosmiczna Roskosmos i współpracująca z nią Space Adventures nie skarżą się na brak klientów. Terminarz lotów na ISS jest już zapełniony na kilka lat do przodu, nawet mimo podniesienia ceny do - bagatela! - 40 min dolarów.

Na zajęty dotąd wyłącznie przez Space Adventures rynek wkraczają kolejne firmy, pojawiają się nowe rodzaje wycieczek. Najbardziej zaawansowane prace są prowadzone nad lotami suborbitalnymi. SpaceSliipTwo, kosmiczny samolot finansowany przez firmę Virgin Galactic oraz Richarda Bransona (znanego brytyjskiego producenta płytowego i sponsora najbardziej szalonych przedsięwzięć), wzbije się na wysokość przekraczającą umowną granicę kosmosu (100 km nad ziemią) i zabierze pasażerów na kilka minut w stan nieważkości. Za tę przyjemność przyjdzie im zapłacić około 200 tys. dolarów. Nadal sporo, ale i tak w stosunku do lotu na ISS mniej o dwa zera.

Hotel z widokiem na Ziemię
Szacunki ekonomiczne mówią o 15 tys. suborbitalnych i 60 orbitalnych pasa­żerach do 2020 roku.
Na razie wśród entuzjastów kosmicznej turystyki przeważają Anglosasi. Spośród pierwszych 100 osób. dla których zarezerwowano miejsca na pokładzie SpaceShipTwo, 55% to Amerykanie. Z 60 tys. zgłoszeń na lot, 30% pochodzi z USA, 15% z Wielkiej Brytanii i 10% z Australii. Ale tematem interesują się również Japończycy. Na uniwersytecie w Jokohamie uruchomiono jedyny na świecie kurs turystyki kosmicznej, a nieco ekscentryczna ja­pońska top projektantka mody Eri Matsui wymyśliła nawet specjalną suknię ślubną, która - cytat za stylistką - "równie szałowo prezentuje się w warunkach ziemskich i w nieważkości" (projekt sfinansowała... Japońska Agencja Kosmiczna JAXA).
Rynkowi turystyki kosmicznej do wolnej konkurencji jeszcze daleko, ale perspektywy są coraz ciekawsze. BigelowAerospace testuje prototyp nadmuchiwanego modułu stacji kosmicznej Nautilus. W 2007 roku wystrzelono już drugi testowy moduł Genesis II (pomysł nadmuchiwanych modułów skopiowano z zaniechanego projektu NASA).
Ciekawie zapowiadają się także kosmiczne hotele. Firm zainteresowanych stworzeniem na orbicie własnych sieci hotelowych jest coraz więcej. Są wśród nich: Excalibur Almaz, planująca modernizację i wystrzelenie starej sowieckiej stacji Almaz, wspomniana Virgin Galactic, sieć hoteli Hilton, a ostatnio nawet British Airways.

Legislacyjny bałagan
Temat turystyki kosmicznej podchwycono także w Europie. W 2007 roku, podczas paryskiego air show Le Bourget, gigant lotniczo-kosmiczny EADS Astrium, przedstawił projekt samolotu suborbitalnego. Eurokosmoturyści będą mogli wsiąść do niego już w 2012 roku, płacąc podobną cenę jak za loty u amerykańskiej konkurencji.
Tymczasem mnożą się pomysły na kosmiczną rozrywkę. Planuje się organizowanie wypraw turystycznych, loty kosmiczną dwumiejscową taksówką (np. dla nowożeńców) lub statkiem wycieczkowym dookoła Księżyca. Cena tej ostatniej przyjemności została skalkulowana przez Space Adventures na 100 min dolarów Ofertę uzupełniałyby czarterowe loty na orbitę i centra sportowe „zero-G". W tych ostatnich tradycyjne dyscypliny sportowe, np. gimnastyka czy balet, zyskałyby na atrakcyjności, podobnie jak sporty wodne (między kulami wody) i dyscypliny, w których istotną rolę odgrywa rzucanie i łapanie. Napomyka się nawet o stworzeniu boisk do gry w piłkę nożną. Ten ostatni pomysł jest jednak zbyt ekscentryczny.

Konstruktorzy konstruują, ekonomiści liczą możliwe zyski, a prawnicy piszą ekspertyzy, próbując zaszeregować nową dziedzinę ludzkiej aktywności. Za granicą atmosfery obowiązuje bowiem prawo kosmiczne, ale roszczenia potencjalnie pokrzywdzonego tury­sty rozstrzygną przecież sądy ziemskie. Obecnie wydaje się, że w prawniczym sporze, czy turystyka kosmiczna jest działalnością lotniczą, czy kosmiczną, górę wzięła pierwsza opcja. Amerykańska Federalna Administracja Lotnictwa (FAA) od 2004 roku wydaje licencje na komercyjne loty kosmiczne. W lutym 2007 weszły w życie pierwsze przepisy FFA dotyczące tej działalności. Precyzują one szkolenia i testy medyczne, jakie muszą przejść członkowie załóg, oraz wymogi, które musi spełnić firma ubiegająca się o licencję na loty. Przepisy FAA wykluczają ewentualne skargi przeciwko rządowi. USA w ra­zie niepowodzenia misji - i to zarówno wobec spółek amerykańskich (niezależnie od miejsca ich działalności), jak i wobec wszystkich innych spółek operujących z terytorium będącego pod amerykańską jurysdykcją. Ustanowione właśnie prawo jest chlubnym dowodem sprawności działania regulatora, któremu tym razem udało się wyprzedzić rozwój techniki.

Kosmoturystyczna machina nabiera rozpędu. I będzie tak zapewne do czasu pierwszego wypadku. Katastrofa nieprzyjemnie skonfrontuje marzenia z rzeczywistością i prawdopodobnie na pewien czas przygasi hurraentuzjazm, lecz z pewnością nie zatrzyma rozwoju turystyki kosmicznej. Historia podboju kosmosu dowodzi, że przy silnej motywacji wszystko jest możliwe. Tak jak kiedyś siłą napędową programów kosmicznych była rywalizacja z wrogiem, tak teraz rolę czynnika mobilizującego wydaje się grać wizja miliono­wych zysków wraz z obietnicą przygód i dobrej zabawy Lepszej motywacji nie można sobie wymarzyć.

Źródło: Anna Badurska "Wiedza i Życie"

Odsłony: 2308